prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Karuzela na Czerskiej

Email Drukuj PDF

Karuzela kręci się tylko na Czerskiej.

Ponieważ zarozumiała gazeta dla lemingów (GW 22.04.2013) ponownie przypomina brednie o karuzeli, na której rzekomo bawiły się polskie dzieci podczas likwidacji Getta Warszawskiego, również i ja przypominam mój artykuł sprzed dwóch lat.

Nie dość, że obelga została wyssana z palca przez Czesława Miłosza, którego w tym czasie w Warszawie nie było, to jeszcze jedyne zdjęcie owej karuzeli wyraźnie przeczy jego kłamstwom.

 

 

Gazeta Wyborcza na karuzeli.

 

 

O naszym wrodzonym antysemityzmie nigdy dość. Tak też i w tym roku, tradycyjnie, Gazeta Wyborcza przypomina, słynny wiersz Miłosza o kręcącej się karuzeli i bawiącej się polskiej tłuszczy, podczas likwidacji Warszawskiego Getta. Będzie nawet widowisko multimedialne zorganizowane przez politycznie poprawnych twórców pod egidą Domu Spotkań z Historią. Jakże by inaczej, skoro „gdy getto płonęło, na pl. Krasińskich kręciła się karuzela, kołysały huśtawki, słychać było okrzyki rozbawionej tłuszczy. Dziś możemy sobie zadawać pytanie, jak to było możliwe. w mieście, które zaciekle broniło się w 1939r. i które w 1944r. chwyciło za broń w Powstaniu Warszawskim? A jednak!” (GW 16.05.2010)… A jednak, zadajmy sobie to pytanie – jak to było możliwe? Najpierw Czesław Miłosz pisze wiersz (Campo di Fiori), w którym karuzela się kręci, Polacy się cieszą, a Żydzi giną. Potem poetycka przenośnia (pomińmy na razie czy uczciwa, czy nie) zaczyna urastać do miana faktu, faktu bezsprzecznego, którego nikt nie ośmiela się kwestionować.

 

Gdy jednak zanadto zaczęto go eksploatować, pojawiło się kilku antysemickich historyków bez honoru, co to ów „fakt” chcieli poddać badaniom metodologicznym. Jeden z nich, Ryszard Matuszewski pisze tak: „Rzecz w tym, że w latach 1940 - 1944 każdego dnia dwukrotnie, rano i w godzinach popołudniowych, przejeżdżałem tramwajem ulicą Bonifraterską i przez plac Krasińskich, z Żoliborza, gdzie mieszkałem, do pracy w Śródmieściu. Dwa razy dziennie oglądałem, podobnie jak wielu jeżdżących tą trasą warszawiaków, karuzelę na placu Krasińskich. A różnica między wizją poety a zapamiętanym przeze mnie obrazem jest taka, że po pierwsze, karuzela bardzo rzadko była czynna, po drugie, jeżeli kręciła się, to przeważnie pusta lub prawie pusta. Miałem wrażenie, że jedynymi jej pasażerami bywały nieliczne dzieciaki z sąsiednich kamienic przy dawnej ulicy Nowiniarskiej. Ten brak ruchu na karuzeli wynikał właśnie z jej szczególnego położenia. Nie pamiętam, kiedy ją ustawiono, ale profesor Tomasz Szarota w toku swoich badań nad życiem mieszkańców Warszawy w latach okupacji odnalazł w tzw. gadzinówce, jak nazywaliśmy wydawany przez Niemców i kolaborantów dziennik "Nowy Kurier Warszawski", informację! pod datą 5 sierpnia 1942 r., że powstało tzw. wesołe miasteczko na placu Krasińskich i warszawiacy będą mieli wreszcie miejsce beztroskiej rozrywki. […] Żadnego obrazu, w którym by jak pisze poeta "salwy za murem getta głuszyła skoczna melodia i wzlatywały pary wysoko w pogodne niebo", żadnych śmiejących się "wesołych tłumów" nie tylko nigdy nie zauważyłem, przejeżdżając koło karuzeli, ale mogę stwierdzić z całą stanowczością, że ten obraz jest poetycką metaforą, niemogącą pretendować do historycznej ścisłości. W tygodniach powstania w getcie Warszawa spoza getta żyła oczywiście własnym życiem, kwitł w niej nielegalny handel, nie brakowało na pewno ludzi szukających zabawy i rozrywki, ale na placu Krasińskich panowała raczej martwa cisza. […] Czy to ma jakieś znaczenie? Może jednak ma, skoro moja wypowiedź na ten temat na zebraniu Pen Clubu wywołała odzew kilku osób, które rzecz zapamiętały podobnie. Władysław Bartoszewski, który też jeździł w czasie okupacji co dzień z Żoliborza tramwajem przez plac Krasińskich, zachował w pamięci obraz karuzeli jako miejsca rozrywkowego nieuczęszczanego i bez publiczności. Podobnie rzecz zapamiętał mieszkający w owych latach w pobliżu placu Krasińskich Stefan Bratkowski.”

 

Karuzela kręci się tylko na Czerskiej. 

 

Tyle świadkowie. Warto jednak odnotować jeszcze kilka faktów. Znane jest zdjęcie nieczynnej karuzeli przy ul. Bonifraterskiej.  Wypadałoby raczej powiedzieć, że niestety jest znane, bo dowodzi wprost, że karuzela się nie kręciła, a do tego stało przy niej niemieckie działko. Na takie dictum, Tomasz Szarota wykoncypował jednak, że musiała być druga karuzela przy placu Krasińskich… i ta oczywiście się kręciła (bo nie ma zdjęcia). Kto zna Warszawę ten wie, a kto nie zna może sprawdzić na internetowej mapie, że ul. Bonifraterska odchodzi od placu Krasińskich i ciągnie się jakieś 1200 metrów do torów kolejowych. Karuzela widoczna na zdjęciu musiała jednak stać przy murze Getta (widać to wyraźnie na zdjęciu), a więc nie dalej niż przed skrzyżowaniem z ulicą Sapieżyńską, gdzie jego granica skręcała w stronę ul. Stawki. Do tego miejsca, od placu Krasińskich jest ok. 300 metrów i nawet dzisiaj, jest ono w zasięgu wzroku. Warto zatem odpowiedzieć sobie na dwa pytania: Czy karuzele ustawia się nieco tylko rzadziej niż latarnie? I czy „rozbawiona tłuszcza” zaryzykowałaby radosne figle pod bokiem, znajdującej się w zasięgu wzroku, baterii artyleryjskiej. Oczywiście to jest możliwe, ale uzyskujemy przynajmniej pewność, że na placu Krasińskich nie było tłumów. Gdybyśmy bowiem mieli tam nadmiar chętnych do kręcenia się na karuzeli, przeszliby oni z pewnością do tej sfotografowanej w pobliżu (no chyba, że działko z bliska psuje humor bardziej niż działko z dalsza). Tyle geometria zdarzeń.

 

Na koniec warto dodać jedno jeszcze świadectwo, człowieka (choć to za dużo powiedziane), którego trudno posądzać o sympatię do Polaków (i Żydów zresztą też). Oto co mówi likwidator Warszawskiego Getta, SS-Reichsfurer Jurgen Stroop (wg relacji Kazimierza Moczarskiego w książce „Rozmowy z katem”): „Już 19 kwietnia w godzinach przedwieczornych AK-owcy usiłowali wysadzić mur getta przy ul. Bonifraterskiej […] W ciągu następnych dni Polacy również mieszali się do akcji […] Nie udawała nam się propaganda mająca na celu wbicie klina między Żydów i aryjczyków”. – wiemy już zatem dlaczego przy Bonifraterskiej ustawiono działko i niemiecką obstawę, nie wiemy czy Jurgen Stroop był na tyle mało rozgarnięty, żeby pozwolić kręcić się „tłumom wesołym” zaledwie 300 metrów dalej, ale zapewne gdybyśmy znaleźli dowód, że nie – to usłużni historycy przesuną roześmianą karuzelę na ulicę Miodową.

 

I ostatni cytat z wynurzeń oprawcy: „Zobaczyłem z daleka – morze płomieni. W dzielnicy „aryjskiej” spokój. Jakiś zimny spokój. Polacy, wiadomo, nie byli serdeczni wobec nas, ale to, co wyczułem, przyglądając się twarzom przechodniów – szczególnie kobiet – przeraziło mnie […] widziałem zbyt liczne spojrzenia w niebo nad gettem. Wszystkie oczy Polaków smutne.

 

No cóż, Jurgen Stroop był niemieckim mordercą, nie poetą.

 

 

 

 

 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 18.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Wydawnictwo Poznańskie


Liczba miesiąca

18.300 złotych miesięcznie kosztuje utrzymanie jednego pensjonariusza domu poprawczego.  Może gdyby dać te pieniądze naszym milusińskim, młodocianym bandytom - nie wkroczyliby na przestępczą ścieżkę. Wyrok mógłby przed sądem brzmieć: „Z uwagi na trudne dzieciństwo Sąd przyznaje młodocianemu gwałcicielowi zasiłek w wysokości 18 tysięcy złotych miesięcznie”.

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 03.jpg