prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
prawica.com.pl Nie wolno głośno mówić o gospodarce Szelmostwa Vincenta Rostowskiego

Szelmostwa Vincenta Rostowskiego

Email Drukuj PDF

Pisaliśmy już o tym, ale tragiczna sytuacja gospodarki wymaga po prostu bicia na alarm, tym bardziej, że szelmostwa Donalda Tuska i magistra Rostowskiego, są widoczne jak na dłoni. Tylko osoba całkowicie nierozgarnięta może ich nie dostrzegać. Ostatnie wybory pokazały jednak, że można spać smacznie z ręką zanurzoną po łokieć w nocniku.

Weźmy na przykład wzrost gospodarczy, czyli przyrost tzw. PKB. Posługując się danymi Głównego Urzędu Statystycznego zobaczymy wyraźnie, że rośnie. Rosło oczywiście i wcześniej, ale nasz pracowity premier zmaga się przecież ze światowym kryzysem... a mimo to mu rośnie. Wiadomo: Donald jest dotknięty palcem geniuszu! I nie przeszkadza mu fakt, że każdy noworodek w Polsce jest zadłużony na ponad 20 tys. złotych.

 

Tusk gratuluje Rostowskiemu sprytnej manipulacji 

 

Wracając jednak do twardych danych statycznych, których manipulowaniem zajmuje się w rządzie PO magister Jacenty Rostowski, pokazują one wyraźnie, że tkwimy… w recesji. Oczywiście jeśli spojrzymy na dane prezentowane w złotówkach, to jesteśmy zieloną wyspą, tyle tylko, że nikt na swiecie nie analizuje stanu naszej gospodarki posługując się naszą egzotyczną walutą.  Licząc polskie PKB w Euro widzimy wyraźnie, że ostatni raz wzrost gospodarczy zanotowaliśmy w roku 2008 i do tej pory nie osiągnęliśmy zbliżonego pułapu (osłabienie złotówki w roku 2011 nie rokuje poprawy).

 

Rostowski nie lubi Euro.

 

To jednak nie jest jeszcze szczyt kreatywnej księgowości magistra Rostowskiego. Trzeba bowiem pamiętać, że generowaniu PKB służą też pożyczki zaciągane przez rząd PO-PSL w celu zatrudniania i wypłacania wynagrodzeń 100 tysiącom krewnych i znajomych zatrudnionych w administracji, w okresie ostatnich czterech lat. Tymczasem, posługując się danymi GUS możemy zobaczyć, że po odjęciu pieniędzy pożyczonych od zagranicznych instytucji finansowych, przyrost naszego PKB jest zdecydowanie ujemny! A ostatnie rzeczywiste wzrosty notowaliśmy w latach 2005-2007 (celowo nie piszemy o roku 2004, bo ówczesny wzrost spowodowany był rozpoczęciem napływu dotacji z UE).

 

Rostowski - kreatywny księgowy czy oszust?

 

Widać wyraźnie, że minister Rostowski generuje wzrost polskiego PKB tylko i wyłącznie przez zadłużanie naszego państwa i co gorsze, te działania nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku w gospodarce realnej, dlatego z roku na rok nasz hochsztapler musi pożyczać coraz więcej. Bez wątpienia, gdyby Tusk z Rostowskim pożyczyli od Niemców dodatkowe 100 mld Euro, to mogliby się pochwalić wzrostem PKB na poziomie nawet 50 procent, a dewaluując jednocześnie złotówkę (np. 6 zł za 1 Euro) uzyskali by dodatkowy „wzrost” liczony w złotówkach, na poziomie drugich 50 procent.

Dlaczego tego nie zrobią? Bo po pierwsze Niemcy nie chcą im tyle sprezentować (w zamian za cichą zgodę na bałtycki korytarz eksterytorialny, zwany NordStream), a po drugie, taka manipulacja stałaby się zbyt widoczna.

Dostrzeżenie tych podstawowych faktów pozwala zrozumieć, dlaczego Polska jest w budowie, a nie jest już wybudowana. Donald Tusk zapożyczył naród polski na ponad 100 miliardów dolarów (300 mld zł) – za co można byłoby wybudować co najmniej 1000 km autostrad. Tymczasem jadąc tzw. trasą katowicką widzimy, że jest ona rozbebeszona na odcinku ponad 100 km, ale nie pracują tam żadne maszyny, a w zwykły dzień pracy pałęta się zaledwie kilku robotników. Tak zarządza Polską Donald Tusk i jego nieudolna ekipa, z ministrem Grabarczykiem na czele. Ponowne wybranie tej niekompetentnej zbieraniny do rządzenia, można porównać tylko, do spontanicznego wyboru Edwarda Gierka na przewodniczącego „Solidarności” w roku 1980. W tamtych czasach byliśmy widocznie bardziej odporni na manipulacje propagandy sukcesu i nie dawaliśmy wiary kłamcom i oszustom.

 
 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 06.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Wydawnictwo Poznańskie


Liczba miesiąca

1.500 złotych miesięcznie zarabia chiński robotnik budowlany w Chinach. Żeby przyjechał do Polski, trzeba zapłacić mu dwa razy więcej. Droga coś ta „miska ryżu” w Chinach.

Więcej na ten temat znajdziesz na stronie Newsweeka.

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 01.jpg