prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Czary-mary trzy dolary

Email Drukuj PDF
Amerykańska Rezerwa Federalna (Fed) podjęła w środę decyzję o wprowadzeniu dodatkowego programu skupu obligacji skarbowych, wartego 600 mld dolarów. Pod tym eufemistycznym komunikatem kryje się ni mniej, ni więcej tylko znane nam z PRL-u dodrukowywanie pieniędzy.

Wprawdzie Edward Gierek nie mógł dodrukowywać dolarów, a jedynie ludowe złotówki, jednak analogie sięgają znacznie głębiej niż tylko do haniebnej ekonomii socjalistycznej. Jeśli ufność współczesnych ekonomistów i komentatorów w potęgę gospodarczą USA nie pozwala im ich dostrzec – powinni zajrzeć do podstawowych informacji z zakresu systemów walutowych, w szczególności do hasła „Bretton Woods” – spina ono klamrą przedindustrialną politykę monetarną opartą na złocie i ponowoczesną ekonomię bazująca na międzynarodowych instytucjach finansowych. Niestety aż nadto widać, że w tym przypadku historia nikogo niczego nie uczy.

A miało być tak pięknie.

Jeśli dzisiaj, ktokolwiek pozostaje w złudnym przekonaniu, że o kursie waluty narodowej decyduje gra rynkowa, lub siła gospodarki danego państwa, ten wykazuje się niestety elementarnym brakiem wiedzy. Po pierwsze nie było tak nigdy, po drugie nie może tak być i dzisiaj. Przed I Wojną Światową waluty większości krajów miały tzw. pokrycie w złocie – uniemożliwiało to z zasady grę rynkową (złoto trzymano pod korcem) i nie mogło odzwierciedlać siły gospodarki w sytuacji dynamicznego wzrostu ilości dóbr produkowanych przez gwałtownie rozwijający się przemysł (bo nie wszędzie gdzie było złoto rozwijał się on jednakowo). Doprowadziło to (pośrednio lub nie) do wybuchu I Wojny Światowej, która zdestabilizowała system walutowy i handel między państwami. Po jej zakończeniu i wykrystalizowaniu się nowego porządku geopolitycznego, wszystkim się zdawało, że można powrócić do systemu opartego na drogocennym kruszcu (dziś też niektórym się tak wydaje). Rozmowy na ten temat rozpoczęto w 1926 roku. Jednak słabnąca rola Wielkiej Brytanii oraz niewłaściwe ocenienie deprecjacji niektórych walut narodowych, czyli mówiąc wprost – zepchnięcie niektórych krajów na gospodarczy margines, spowodowały szybki i spektakularny upadek tego sytemu – znany jako Deep Depresion (Wielki Kryzys lat 1929-1933). Powszechnie znana katastrofa finansowa kapitalizmu, dziwnie słabo pobudza dzisiaj do refleksji, o nauce z niej płynącej nie wspominając. Dość przypomnieć, że reakcją wszystkich niemal ówczesnych gospodarek były próby zwiększania eksportu poprzez deprecjację swoich walut. Niech zapamiętają to dzisiejsi apologeci osłabiania złotówki w imię rzekomego dbania o eksporterów. Strategia ta okazała się bowiem dobra jedynie na krótką metę - dopóki kraj mógł przeceniać wartość waluty szybciej niż inne. Potem prowadziło to do bankructw i bezrobocia, które dalej napędzały spiralę załamania gospodarki. Skorzystał z tego niejaki Hitler Adolf, który na własną rękę w latach 1933-1945, przy pomocy entuzjastycznie współpracujących z nim Niemców, próbował uporządkować sytuację na świecie. Przyczyny II Wojny Światowej były bowiem bardziej złożone, niż poszukiwanie przez naszych drogich sąsiadów dodatkowej przestrzeni życiowej. Cordell Hull - sekretarz stanu USA w latach 1933-1944 - uważał, że fundamentalnymi powodami wybuchu wojny była dyskryminacja ekonomiczna i wojna handlowa, w szczególności czynniki kontrolujące kursy walutowe. O tym też warto pamiętać, w kontekście dzisiejszych działań Fed.

Bretton Woods

Po II Wojnie Światowej konieczność wprowadzenia stabilnego systemu walutowego nabrała nowego znaczenia. Na tej właśnie fali, 44 kraje spotkały się w roku 1944 na konferencji w Bretton Woods, w stanie New Hampshire (USA), której głównym celem było wprowadzenie jednolitego systemu monetarnego. Głównymi jego twórcami było dwóch sławnych ekonomistów amerykański Minister Skarbu Harry Dexter White oraz brytyjski ekonomista John Maynard Keynes - każdy z nich przygotował swoja własną propozycję. Okazały sie one zbieżne w wielu punktach. Obaj sie zgadzali, że należy stworzyć Międzynarodowy Fundusz Stabilizacyjny (International Stabilisation Fund), przy czym Keynes proponował danie Funduszowi prawa emisji pieniędzy oraz działania na dużo większą skalę niż uważał to za konieczne White. Reguły przyjęte podczas konferencji natychmiast rozpoczęto wprowadzać w życie. Stany Zjednoczone wyznaczyły parytet wymiany dolara na złoto (1 uncja = 35$), zaś pozostałe kraje, które ratyfikowały traktat ustaliły parytety wymiany swoich walut na dolara. W ramach konferencji w Bretton Woods powołano Międzynarodowy Fundusz Walutowy (International Monetary Fund) oraz Międzynarodowy Bank Rozwoju i Odbudowy (International Bank for Reconstruction and Development), który później przekształcił się w Bank Światowy (World Bank). Najważniejszą rzeczą wprowadzoną po konferencji w Bretton Woods był parytet wymiany każdej waluty kraju, który ratyfikował umowę, na dolara - przy zachowaniu maksymalnego odchylenia ustalonego poziomu o 1%. Tym samym wkroczyliśmy w niemal trzydziestoletni okres, w którym raz ustalona przewaga jednych państw nad innymi miała trwać niewzruszenie, bez związku z ich wysiłkiem produkcyjnym czy gospodarczym.

Wstydliwe słowo: dominacja.

II Wojna Światowa przyczyniła się do intensywnego rozwoju amerykańskiej gospodarki (niszcząc jednocześnie europejską konkurencję), a dolar amerykański stał się najsilniejszą walutą na świecie. Nietrudno zatem zauważyć, że Bretton Wood utrwaliło jego dominację, popartą jednocześnie dominacją samej gospodarki. Powoli postępująca globalizacja światowego handlu oraz pojawienie się nowych państw (postkolonialnych i komunistycznych) zainteresowanych światową współpracą gospodarczą i paradoksalnie, ale już po raz drugi w ciągu stulecia, dynamiczny rozwój przemysłu - spowodowały destabilizację systemu Bretton Woods i zmusiły rząd USA do odejścia od parytetu złota (było go za mało, żeby licząc po 35 $ za uncję, mogło zrównoważyć wartość wszystkich zgromadzonych dóbr konsumpcyjnych). W roku 1973 system załamał się, co spowodowało odejście od parytetów walutowych i upłynnienie kursów, które błędnie jest postrzegane dzisiaj, jako rynkowe.

Niewidzialna ręka, czyli Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) - spadkobierca traktatu z Bretton Woods został powołany do życia 27 grudnia 1945 roku. Początkowo miał pilnować przestrzegania ustalonych w traktacie zasad poprzez finansowe wspieranie państw członkowskich (które po przystąpieniu muszą dokonać wpłaty tzw. quota subscription) w celu wyrównania problemów z walutą danego kraju. Ponieważ biurokratyczne struktury mogą się wyłącznie rozrastać, erozja systemu z Bretton Woods nie zraziła 24 dyrektorów Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), którzy wpadli na pomysł tyleż genialny, co prosty. Postanowili oni wyemitować papierowe złoto, tzw. Special Drawing Rights (SDR), które kraje zrzeszone w Funduszu Walutowym mogły dodać do swoich zasobów walut i złota. W ten sposób IMF przedłużył swoją hegemonię pomimo całkowitego rozmontowania traktatów walutowych.

Wolny rynek, głupku!

Ponieważ złoto przestało być gwarantem wartości waluty, a stały się nią SDR-y drukowane przez IMF, tzw. wolnorynkowy kurs wymiany walut zmieniał się bardzo powoli. Z powodu niezachwianej, mimo wszystko, ciągłości procesów gospodarczych, nikt nie mógł ani znacząco osłabiać, ani umacniać własnej waluty, baz wywoływania konsekwencji społeczno-politycznych.  Innymi słowy, skoro przed rokiem 1973 za jednego dolara Niemcy musieli zapłacić 3,67 marki (w 1948 roku - 3,33), to nie było powodu, ani tym bardziej możliwości żeby ten kurs gwałtownie się zmienił. Oczywiście rozpoczęła się stopniowa deregulacja kursów, ale w ciągu niemal 30 lat, do czasu wprowadzenia Euro, można ją uznać raczej za kosmetyczną (ok. 2 DEM za 1 USD). Oczywiście można powiedzieć, że i zmiany w gospodarce poszczególnych krajów nie następują szybko. Czy jednak tłumaczy to również stabilność polskiej złotówki na przestrzeni lat 1995-2010 ? Czy polska gospodarka, nie uległa w tym czasie znaczącej transformacji? Czy nie wstąpiliśmy do UE ? A jednak nasza waluta nie umocniła się, a zarobki polskich pracowników nadal stanowią nie więcej niż 25% średniej z krajów dawnego EWG. Czego zatem wskaźnikiem jest wartość złotówki? Jeśli bowiem rzucenie kilkuset milionów dolarów na nasz rynek walutowy może totalnie załamać kurs, nie możemy mówić o jakimkolwiek wolnym handlu. Możemy jednak z pewnością uznać, że wymienialność polskiej złotówki jest gwarantowana jedynie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), co jednoznacznie wskazuje na niego, jako na ośrodek decyzyjny w tej „rynkowej grze”. Trzeba by zresztą całkowicie bezrozumnego zadufania by sądzić, że instytucja nadzorująca wymienialność Euro, dolara czy jena, może pozwolić na swobodne kształtowanie walut śmieciowych i to należących do krajów członkowskich, aspirujących do strefy Euro i korzystających z europejskich dotacji. Rynek jest oczywiście dobry, ale kontrola jeszcze lepsza. Na ostatnim szczycie G-20 w Seulu potwierdził to również prezydent USA Barack Obama, który z rozbrajającą szczerością stwierdził: „Zgodziliśmy się, że kursy walut muszą odpowiadać warunkom gospodarczym. Duże gospodarki powinny pracować nad zagwarantowaniem stabilności walut, w których gromadzone są rezerwy, a waluty państw rozwijających się powinny być bardziej określane przez rynek”. Znaczy to ni mniej ni więcej, że do tej pory to nie rynek określał kursy walut, takich jak złotówka i co gorsza, że wielcy spekulanci skupieni w G-20 dopiero dzisiaj zgodzili się, że nie powinno tak być – czy jednak uczynią cokolwiek, by to zmienić? Wątpliwe – znamienne słówko „bardziej” daje wiele do myślenia.

Koło – wynalazek ludzkości

Koniec niniejszych rozważań nie będzie klamrą, lecz kołem. Koło bowiem jest najważniejszym wynalazkiem ludzkości. A koło historii w szczególności. Dziś, pierwszy raz całkowicie jawnie, Fed dodrukowuje dolary, deprecjonując swoją walutę w celu pobudzenia gospodarki i zwiększenia opłacalności eksportu. Brzmi znajomo? Czy ten początek wyścigu do bochenka chleba za milion Euro zapozna ludzkość z nowym Hitlerem? Czy wytypowano już nowe ofiary nowego holokaustu? A może tym razem skończy się na bezkrwawej walutowej wojnie, która narysuje nową papierową mapę globalnego niewolnictwa, gdzie w nowym, lepszym świecie podpiszemy traktat nowego Bretton Woods, pomiędzy równymi i równiejszymi? Historia niestety nie zna taryfy ulgowej, ale i w roku 1910 nasi pradziadkowie mieli piękne marzenia – właśnie podziwiali w kinie pędzące samochody, latające maszyny i radio, a przed nimi było całe piękne dwudzieste stulecie.

prof. dr  Andrzej Fidelis.

 

Dlaczego jesteśmy pariasami Europy?

Dlaczego Rosja i Niemcy klepią Tuska po plecach?

Poziom niewolnictwa w Polsce.

Egalitaryzm dla frajerów.

 

 

 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 01.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Wydawnictwo Poznańskie


Liczba miesiąca

1.462 Euro - czyli ok. 6.500 zł wynosi pensja minimalna w Irlandii. W Polsce jest to kwota 1273 zł. Widać z tego, że wejście do strefy Euro powinno nastąpić przy kursie 1Euro = 1PLN. Priorytety rządu są jaby jednak inne. No cóż jesteśmy przyzwyczajeni, że nie stać nas nawet na kawę w Derry.

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 06.jpg