prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
prawica.com.pl Na Zachodzie bez zmian Europa i Ameryka Dlaczego Rosja i Niemcy klepią Tuska po plecach?

Dlaczego Rosja i Niemcy klepią Tuska po plecach?

Email Drukuj PDF
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy jesteśmy świadkami wzmożonego klepania Donalda Tuska po plecach przez naszych ukochanych sąsiadów. Najpierw Rosja i Putin zapraszają naszego premiera na wspólne obchody w Katyniu, a teraz Niemcy i Angela Merkel wręczają mu uroczyście nagrodę Karola Wielkiego. Nasilenie się umizgów zza naszej wschodniej i zachodniej granicy nie jest zapewne przypadkowe i ma na celu wzmocnienie pozycji Donalda i jego partii w oczach polskiego społeczeństwa. Ma to szczególne znaczenie teraz, gdy w oczy Platformy zagląda realna możliwość utraty władzy, spowodowana zmianą nastrojów społecznych po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Dlaczego Rosja i Niemcy pragną właśnie teraz ocieplać stosunki z Polską?

 

Już był w ogródku…

Wydaje się, że przyczyną może być współczucie po katastrofie smoleńskiej. Jednak współczucie nie jest kategorią polityczną, a już na pewno nie jest wyznacznikiem polityki niemieckiej czy rosyjskiej. Tym bardziej, że Rosja rozpoczęła swoje umizgi już w lutym 2010 roku, a znając charakter jej dyplomacji należy podejrzewać, a właściwie należy mieć pewność, że źródłem tej zmiany muszą być konkretne powody i konkretne obawy. Wprawdzie Najbardziej Zarozumiała Gazeta Na Świecie sugeruje, że to Putin osobiście nakazał zmianę kursu wobec Polski i że ma to związek z chęcią lepszej współpracy z Unią Europejską, ale to można byłoby osiągnąć również marginalizując Polskę poprzez uzależnienie jej od dostaw rosyjskiego gazu. I tu widać, że pod koniec grudnia 2009 roku, taki plan wydawał się bardzo prawdopodobny, Polska znalazła się w kleszczach. Gazprom „już był w ogródku, już witał się z gąską”, już nieomal podpisał umowę na dostawy gazu do 2037 roku, już fizycznie rozpoczął budowę gazociągu bałtyckiego, do tego Rosja zdawała się mieć decydujący głos w sprawie tarczy antyrakietowej… a jednak przed osiągnięciem mety coś zazgrzytało.

Żarty się skończyły.

W styczniu i lutym 2010 roku zaczęto mówić głośniej o tym, że w Polsce znajdują się gigantyczne złoża tzw. „gazu łupkowego”. Według szacunków takich firm jak Exxon Mobil czy Chevron nasze zasoby gazu łupkowego wahają się od 1,4 do 3 bilionów metrów sześciennych. Z kolei San Leon Energy szacuje zasoby tylko trzech złóż na 113 mld m sześc. Wynika z tego, że Polska może mieć niekonwencjonalne złoża gazu ziemnego, które wystarczą nawet na 100-200 lat. Prawdopodobne złoża gazu łupkowego ciągną się szerokim pasem od Pomorza po Rzeszowszczyznę. Ministerstwo Środowiska wydało już ok. 60 pięcioletnich koncesji na poszukiwania gazu łupkowego, w tym dla Exxon Mobil, Chevron, Conocophillips czy Marathon. Muszą one wnosić opłaty sięgające nawet kilku milionów złotych, płacić za wydobycie oraz ponosić opłaty administracyjne i górnicze.

Pełne gacie Gazpromu.

Dziennikarka Julia Łatynina mówi wprost: "Wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że jeżeli nie podejmie się działań, to być może Polska będzie eksportować gaz do Europy oraz że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę".

Tymczasem wzrost wydobycia gazu łupkowego w USA może i już radykalnie zmienia cały światowy rynek gazowy, a to zagraża projektom rosyjskiego koncernu oraz uderza w konkurencyjność tego surowca w UE. Jeśli potwierdzą się szacunki w Polsce, to Europa może zmniejszyć swą zależność energetyczną od Rosji, a jeśli dojdzie do przemysłowego wydobycia szacowanych polskich zasobów gazu to Gazprom może szybko stracić swoją pozycję w Europie… a jeśli Gasprom to również i Rosja – bo jej pozycja związana jest wyłącznie z eksploatacją zasobów naturalnych. Wszyscy wiedzą bowiem, że jest to kraj zacofany technologicznie (cały świat widział „urządzenia techniczne” z lotniska w Smoleńsku) i demograficznie (zaledwie 130 mln mieszkańców o prymitywnym poziomie wykształcenia, żyjących w nędzy), kraj nie wnoszący do cywilizacji niczego prócz destabilizacji i zagrożenia.

 

Spotkanie na cmentarzu.

Do podpisania rządowej umowy gazowej między Polską a Rosją miało dojść w maju. Dlaczego akurat teraz, skoro do roku 2022 obowiązuje poprzednia umowa pomiędzy Gazpromem i PGNiG pozwalającą importować gaz po uzgodnionych cenach? Jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku politycy opozycyjnego PiS grozili postawieniem Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu.

Gazowe interesy Putina załatwiane były z polskim premierem nad grobami oficerów w Katyniu i dziwiły nawet rosyjskich dziennikarzy. Dwie godziny później w jednym ze smoleńskich hoteli miała miejsce konferencja prasowa premiera Rosji na temat zaspokojenia polskiego popytu na gaz do roku 2037. Tymczasem zmarły tragicznie trzy dni później prezydent Lech Kaczyński ostro i głośno wskazywał na szkody, jakie ta umowa może przynieść Polsce. Szczęśliwie także Komisja Europejska nie jest skora do wydania zgody na taki kontrakt – gdyby nie to już dawno byłby podpisany.

 

Koniec zakręcania kurka.

Odkrycie olbrzymich pokładów gazu w Polsce stawia również pod znakiem zapytania inwestycje niemieckie, eksploatację złóż na Morzu Barentsa czy budowę gazociągu pod dnem Bałtyku. Otrzymujemy unikalną szansę trwałego rozwarcia gnębiącego nas historycznego uścisku Rosjan i Niemców. Obawiają się oni strategicznej nierównowagi i zagrożenia interesów swych korporacji. Dlatego Berlin po cichu naciska na Warszawę w celu ograniczenia eksploatacji łupków oraz dopuszczenia Rosjan do kupna złóż. Niemcy chcą też przekonać Tuska, aby ograniczył rolę amerykańskich firm, na rzecz niemieckich i rosyjskich. To może tłumaczyć dlaczego jedną z pierwszych ustaw podpisanych przez p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego była ustawa zezwalająca ministrowi skarbu na ingerencję i zrywanie podpisanych umów "ze względu na bezpieczeństwo strategiczne".

Wszyscy na świecie wiedzą, że zaangażowanie w Polsce firm amerykańskich oznaczałoby rzeczywiste, a nie egzotyczne gwarancje bezpieczeństwa, bowiem USA troszczą się o swoje koncerny naftowe. Widać też, że rozgrywka toczy się nie tylko o większą lub mniejszą ilość wydobywanego gazu, ale o całą geopolityczną strukturę wpływów i zależności w Europie. Dla Rosji może zaś to oznaczać początek powrotu do marginalizacji, podobnej do tej z czasów Jelcyna, a może nawet znacznie głębszej. Może się bowiem okazać, że putinowska strategia budowania gospodarczej potęgi obróci się przeciwko niemu, a na powrót do zimnej wojny i straszenia nuklearnym arsenałem nie starczy już pieniędzy.

Przeciwdziałanie temu zagrożeniu mogło i nadal może popychać władze Rosji do zupełnie nieprzewidywalnych i niebezpiecznych działań. Usuwanie przeciwników politycznych należy bowiem do standardowego arsenału dyplomacji Kremla. W tym kontekście wypadek prezydenckiego samolotu bardzo dobrze wpisywał się w rosyjską geopolityczną układankę… a raczej wpisywałby się, gdyby (jak do ostatnich chwil sądzono) był na jego pokładzie również Jarosław Kaczyński.

 

Teraz Kreml ma do rozwiązania znacznie gorszy problem. Zmiana nastrojów w Polsce może doprowadzić do przejęcia władzy przez patriotyczny obóz Prawa i Sprawiedliwości, który od dawna nawołuje do uniezależnienia Polski od dostaw gazu zza wschodniej granicy, a mając do dyspozycji ogromne własne złoża, może doprowadzić do zmiany strefy wpływów w całym regionie, nie wyłączając Białorusi i Ukrainy.
 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 08.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Wydawnictwo Poznańskie


Liczba miesiąca

18.300 złotych miesięcznie kosztuje utrzymanie jednego pensjonariusza domu poprawczego.  Może gdyby dać te pieniądze naszym milusińskim, młodocianym bandytom - nie wkroczyliby na przestępczą ścieżkę. Wyrok mógłby przed sądem brzmieć: „Z uwagi na trudne dzieciństwo Sąd przyznaje młodocianemu gwałcicielowi zasiłek w wysokości 18 tysięcy złotych miesięcznie”.

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 02.jpg