prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
prawica.com.pl

Kraj stanął w rozkroku

Email Drukuj PDF

„Anastazja Pietrowna, Anastazja, kto ty jesteś? Europa, czy Azja? Eti biełyje ruki, eti cziornyje glaza, takije cziornyje, czto łutsze nie lzia?” - śpiewał przed laty Maciej Zembaty, po czym przechodził w recitativ: „Na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek – a tymczasem na Newie cumował już krążownik „Aurora”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił – i od tego czasu śpiewamy inne piosenki.” Widać, że literatura, nawet ta kabaretowa, wyprzedza życie, bo oto okazało się, że do Moskwy wybiera się właśnie prezydent Republiki Federalnej Niemiec Walter Steinmeier, żeby namawiać się z zimnym rosyjskim czekistą Putinem. O czym będą się namawiać? A o czymże innym, jak nie o reaktywacji paktu Ribbentrop-Mołotow? Warto przypomnieć, że w rok po słynnym „resecie” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę, podczas szczytu NATO w Lizbonie w dniach 19-20 listopada 2010 roku, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, jako najważniejsze postanowienie nowego porządku politycznego w Europie, który można nazwać „porządkiem lizbońskim”, a który miał zastąpić nieaktualny już wtedy porządek jałtański. Najtwardszym jądrem porządku lizbońskiego było oczywiście strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, którego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką (Unia Europejska z przyległościami) i strefę rosyjską, prawie dokładnie według linii Ribbentrop-Mołotow.

Prawie – bo republiki bałtyckie, które w pierwotnej wersji znajdowały się po wschodniej stronie kordonu, obecnie znalazły się po zachodniej. Wprawdzie w roku 2013, wskutek irytacji niepowodzeniem doznanym w Syrii za sprawą zimnego rosyjskiego czekisty Putina, prezydent Obama wysadził w powietrze porządek lizboński, zapalając zielone światło dla przewrotu na Ukrainie, ale w sytuacji, gdy prezydent Trump krytykuje niemiecką hegemonię w Europie, a podczas wizyty w Warszawie zapowiada amerykańskie poparcie dla projektu Trójmorza, podróż niemieckiego prezydenta do Moskwy w celu zacieśnienia strategicznego partnerstwa, jest niemiecką odpowiedzią. Wychodzi ona naprzeciw rosyjskim niepokojom związanym z powolnym, ale metodycznym przysuwaniem amerykańskiej broni w pobliże Rosji. Co z tego wyniknie – trudno dzisiaj powiedzieć - ale na pewno nic dobrego dla naszego nieszczęśliwego kraju. Wprawdzie złowrogi minister Antoni Macierewicz udzielił niedawno zapewnienia, że nasza niezwyciężona armia – oczywiście w sojuszu z innymi niezwyciężonymi armiami - odeprze każdego wroga, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo jakże tu się nie cieszyć – ale z drugiej strony wiadomo, że wojny, a nawet operacje pokojowe, to wiadomo tylko, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się kończy. Ale zanim padnie salwa, niech humory nam dopisują, zwłaszcza, ze w naszym nieszczęśliwym kraju zapanowała atmosfera oczekiwania, obfitująca w niezamierzone efekty komiczne.

 

Potwierdzają one po raz kolejny, że literatura wyprzedza życie, co niekiedy sprawia nawet wrażenie, jakby literatów wspierały proroctwa. Oto dawno, dawno temu, Sławomir Mrożek napisał sztukę pod tytułem „Policjanci – dramat ze sfer żandarmeryjnych”. Pointa polega na tym, że wszyscy wyaresztowują się nawzajem. I właśnie z podobną sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju i jak tak dalej pójdzie, to wszyscy wyaresztują się nawzajem i taki będzie „finis Poloniae”. Oto Trybunał Konstytucyjny, w którym zasiadają tak zwani sędziowie „dublerzy” (jest to całkiem nowa kategoria niezawisłych sędziów; sędziowie „dublerzy” to tacy, którzy nie zostali zatwierdzeni przez Judenrat „Gazety Wyborczej”) najsampierw zadekretował, że z Trybunałem Konstytucyjnym wszystko jest w jak najlepszym porządku, czyli – że wybór sędziów „dublerów” jest gites-tenteges, a potem, już jako Trybunał uprawomocniony – przegłosował że wybór pani Małgorzaty Gersdorf na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego był „niekonstytucyjny”, ale „ważny”. Widać wyraźnie, że obydwie Wysokie Strony Wojujące O Praworządność, starają się nie doprowadzać do sytuacji ostatecznych. Przypomnieć bowiem wypada, że całkiem niedawno również niezawisły Sąd Najwyższy nie potrafił udzielić odpowiedzi na pytanie, czy pani sędzia Julia Przyłębska jest czy nie jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Nie zadekretował, że nie jest, chociaż nie zadekretował też, że jest. Toteż nic dziwnego, że inny niezawisły sąd, orzekający w sprawie grzywien nałożonych przez komisję do spraw reprywatyzacji pod kierownictwem pana wiceministra Patryka Jakiego na panią prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz za odmowę stawienia się przed komisją, zadekretował solennie, ze wprawdzie pani prezydent powinna przed komisją się stawiać na jej wezwanie, ale grzywien płacić nie musi. Dlaczego w takim razie „powinna” się stawiać – tajemnica to wielka, podobnie zresztą, jak inne zakamarki sławnej sądowej niezawisłości.

 

Jakże jednak ma być inaczej w sytuacji, gdy pan prezydent Andrzej Duda, z którym prezes Jarosław Kaczyński prowadzi rozmowy na najwyższym szczeblu gwoli ustalenia sposobu walki o praworządność, właśnie ponad podziałami ustalił z panem prezesem Kaczyńskim, że „Aneks do Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych” nie zostanie opublikowany. Nietrudno domyślić się jednej przynajmniej przyczyny takiej decyzji; z agenta zdemaskowanego nie ma już żadnego pożytku, podczas gdy agenta nie zdemaskowanego można eksploatować aż do śmierci. Toteż nic dziwnego, że pan prezydent, najwyraźniej pragnący wybić się na niepodległość, nie zamierza trwonić tego kapitału, podobnie zresztą, jak pan prezes Kaczyński, przed którym brat – prezydent nie miał chyba żadnych tajemnic. Ale może wchodzić w grę też przyczyna inna – że mianowicie ta powściągliwość w dzieleniu się tymi perłami wiedzy o naszym nieszczęśliwym kraju z opinią publiczną, jest rodzajem oferty pod adresem starych kiejkutów, że jeśli nawet będą dokazywać, ale nie przekroczą cienkiej, czerwonej linii, jaka pan prezes Kaczyński nakreślił w głębi swego gorejącego serca, to i on nie posunie się do ostateczności. Na taką możliwość wskazywałyby wydarzenia zachodzące przed sejmową komisją badającą pod przewodnictwem panny Wassermannówny słynną aferę Amber Gold. Właśnie przesłuchany został tam pan Marcin Plichta, czyli „Marcin P.”, umieszczony na fasadzie całego przedsięwzięcia. Zeznał on, że dzisiaj jest już przekonany, że nad Amber Gold „ktoś” rozpostarł parasol ochronny. A kto rozpostarł? Okazało się, że dwójka gdańskich gangsterów, powiązana z tamtejszymi politykierami. Najwyraźniej komisja liczy, że opinia publiczna w naszym nieszczęśliwym kraju bez zastrzeżeń przyjmie do wiadomości, że przed dwoma gdańskimi gangsterami zginały się wszelkie kolana: niebieskie, ziemskie i piekielne i to nie tylko w słynącym w świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym, ale i tamtejszą niezależną prokuraturą, a przede wszystkim – z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie mówiąc już o sławnym Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Nie wiem, czy ktoś w to uwierzy – ale wykluczyć tego nie można. Oto bowiem w tym samym momencie, gdy „Gazeta Polska” poinformowała, że ktoś „ukrywał” dowody świadczące o niewytłumaczalnym i gwałtownym wzroście ciepła na czujniku temperatury samolotu, jak ręką odjął ustały spekulacje na temat reparacji wojennych, jakie jeszcze kilka dni temu bezwzględnie Polsce się należały – co w sposób nie budzący wątpliwości potwierdził pan dr Waldemar Gontarski, który w swoim czasie prezentował się w charakterze eksperta Zrzeszenia Prawników Polskich, co władze tego Zrzeszenia dość energicznie dementowały. Ciekawe, że ta koincydencja nie zwróciła uwagi żadnego komentatora, z czego wyciągam wniosek, że i oni też mogli – podobnie jak niezawisłe sądy – przyjąć postawę wyczekującą. I tylko złowrogi minister Antoni Macierewicz „ma nadzieję”, że „Aneks” jednak trafi z rąk pana prezydenta do Służby Kontrwywiadu Wojskowego, dzięki czemu można by dokończyć kurację przeczyszczającą w naszej niezwyciężonej armii. Ale skoro złowrogi minister Macierewicz może tylko „mieć nadzieje”, to jakże wierzyć w zapewnienia, iż nasza niezwyciężona odeprze każdego, skoro nie potrafi przekonać pana prezydenta, ani nawet – pana prezesa Kaczyńskiego?

 

Stanisław Michalkiewicz  •  Komentarz  •  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  29 października 2017

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 

 

 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 01.jpg

Sonda

Jak bardzo podoba Ci się strona PRAWICA.COM.PL
 

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Nie zobaczysz w TV

 

 

 

 

 

  

 

 

 
Read more text

Wydawnictwo Poznańskie

polecamy
Reklama