prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
prawica.com.pl Na Zachodzie bez zmian Europa i Ameryka Donald Tusk - pietruszka za 300 tys. Euro rocznie.

Donald Tusk - pietruszka za 300 tys. Euro rocznie.

Email Drukuj PDF

Przewodniczący Rady Europejskiej, mimo określania go mianem Prezydenta UE, a może właśnie dlatego, jest jedynie dobrze płatnym organizatorem cateringu podczas spotkań szefów państw członkowskich. Nie pilnuje nawet żyrandola i dlatego bitwa o to stanowisko mogłaby wydawać się walką o pietruszkę… wartą 300 tys. Euro rocznej pensji. Charyzmatyczny polityk na tym stanowisku mógłby oczywiście wiele zdziałać (niejedno konklawe zostało zmuszone do działania odpowiednimi cateringiem), co też wyjaśnia dlaczego takich polityków się nie wybiera.

 

Donald Tusk dwa i pół roku temu postanowił dla tej pietruszki porzucić urząd premiera pogardzanego przezeń kraju nad Wisłą i sam siebie zarekomendował na prezydenta UE. Siedmioletnie bycie podnóżkiem Angeli Merkel opłaciło się z nawiązką – Tusk udowodnił swoją przydatność jako bezwolnego popychadła właścicieli Europy. Wreszcie mógł zapomnieć o polskim grajdole, a jedyne co stało się jego obowiązkiem, czyli spełnianie zachcianek kanclerz Niemiec i prezydenta Francji, wypełniał z ochotą i gorliwością. Jego atutem był oczywiście w pełni uległy rząd Ewy Kopacz, wespół z którym gotów był pogrzebać polskie górnictwo na ołtarzu dekarbonizacji Europy i upchnąć w Priwislinskim Kraju tysiące muzułmańskich rąk do pracy  (jak się okazało mało ochoczych) w odwodzie dla Niemieckich firm. Krach tej usługowej polityki nastąpił w październiku 2015 roku.

 

 

Początkowo Donald nie poczuł się zagrożony w swoich brukselskich apartamentach… z czasem jednak i do niego dotarła ta prosta prawda, że brak oparcia w polskim rządzie, czyni z niego zupełnie bezużyteczną wydmuszkę, tym bardziej że rząd Beaty Szydło skutecznie zabiegał o przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej, odbierając kolejne szable z obozu Angeli Merkel. Jeszcze w grudniu 2016 roku, bawiąc we Wrocławiu, liczył Tusk na obalenie rządu PiS przy pomocy „ulicy i zagranicy”, ale zawiedli go jego nieudaczni pajacykowie, jako że tych bardziej kumatych osobiście był wyrżnął w minionych latach świetności. Wtedy stało się jasne, że dla Angeli Merkel Donald Tusk ma wartość równą zeru, a nawet wartość ujemną, bo stał się przeszkodą w unormowaniu stosunków z Jarosławem Kaczyńskim. Nie tylko bowiem ten ostatni twierdzi, że Tusk wykorzystuje swoje stanowisko do prywatnych wojenek. Widzą to również zachodni politycy europejscy, a że dłużej klasztora niż przeora, nikt nie ma ochoty przyłączać się do polityka, który nie tylko nie ma przyszłości we własnym kraju, ale nie dysponuje żadnym absolutnie poparciem politycznym. Owszem, Europejska Partia Ludowa może poprzeć Tuska, ale przecież wszyscy wiedzą, że Tusk nie rządzi EPL i nie od niego zależy, jak będzie ona głosować w Parlamencie Europejskim. Wszyscy zaś dobrze wiedzą, że przez najbliższe lata Polską będzie rządził Jarosław Kaczyński i że jest on politykiem potrafiącym skupić wokół siebie również innych przywódców wschodnioeuropejskich.

 

 

Angela Merkel jest w nie lada kłopocie. Z jednej strony osamotniony Donald Tusk, jest idealnym popychadłem. Tyle tylko że jego ponowny wybór nie przynosi absolutnie żadnych korzyści. Co mogłaby zyskać forsując jego kandydaturę? Kto zapłaci jakimikolwiek politycznymi zobowiązaniami za jego wybór? Z drugiej strony wybór rekomendowanego przez Polskę Jacka Saryusz-Wolskiego również jest mało opłacalne, bo po pierwsze rząd Prawa i Sprawiedliwości wcale nie zamierza płacić za ten wybór, a po drugie polityk ten nie jest typem usłużnego Polaczka o ograniczonych horyzontach, którym można sterować.

W tej sytuacji staje się bardzo prawdopodobne przehandlowanie posady Donalda Tuska na rzecz europejskich socjalistów w zamian za ideologiczne ustępstwa, tym razem na rzecz chrześcijańskich-demokratów. Gra jest warta świeczki, bo w Europie już od dawna wieje konserwatywny wiatr i niemieckiej kanclerz łatwiej byłoby wygrać nadchodzące wybory gdyby mogła nieco odstąpić od lewackiej obyczajowej retoryki. Kto wie, czy nie taki plan, ułatwiający kopnięcie Tuska w dupę, został ustalony niedawno w hotelu Bristol. W końcu zaraz po nim Jarosław Kaczyński mówił, że z polskiego punktu widzenia nie ma lepszego kandydata na kanclerza Niemiec niż Angela Merkel, dlaczego miałby zatem jej nie pomóc?

 

 

 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 03.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Kilar.jpg

Wydawnictwo Poznańskie