prawica.com.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
prawica.com.pl Nie wolno głośno mówić o polityce Rafał Ziemkiewicz - prawe ramię Dmowskiego

Rafał Ziemkiewicz - prawe ramię Dmowskiego

Email Drukuj PDF

W swoim świątecznym Subotniku Rafał Ziemkiewicz po raz kolejny zajął się odbrązawianiem Józefa Piłsudskiego stając w długim szeregu Komitetu Obrony Narodowej Demokracji - odgraża się nawet, że ogryzaniem Marszałka zapełni swoją nową książkę. Chciałby zapewne być współczesnym giermkiem Romana Dmowskiego niczym Aleksander Świętochowski, obawiam się jednak, że nie zasłuży nawet na miano „komendjanta”.

 

Rafał Ziemkiewicz od lat nie zauważa, że w swojej alternatywnej wizji historii Polski jest równie zacietrzewiony i zaślepiony, jak bezkrytyczni apologeci Naczelnika, że wybiórczo traktuje fakty i często zastępuje je własnymi opiniami, że uparcie lansując własne historyczne tezy, przeczy nie tylko logice, ale nawet własnym poglądom. Wiem, że RAZ nie jest pisowcem i stara się swoją dmowszczyzną dawać temu publiczne świadectwo, dziwi mnie tylko, że tak wytrawny obserwator życia politycznego nie dostrzega, że dokładnie to z czym walczy w IIIRP było uosabiane w okresie międzywojennym przez jego endeckich idoli, że niezbyt zawiłą kreską można połączyć obóz Białych z okresu Powstania Styczniowego, Narodową Demokrację międzywojnia i pookrągłostołową Unię Demokratyczną z jej późniejszymi popłuczynami. Może się na takie porównania Rafał Ziemkiewicz oburzać, jednak jego endecka walka nie wynika przecież z troski o prawdę historyczną, a z niezgody na jej polityczne interpretacje.

 

Spójrzmy zatem na logikę wywodu, którą posługuje się RAZ. Oto jesteśmy niekonsekwentni widząc w Piłsudskim romantycznego bohatera, a nie brutalnego mordercę swoich politycznych wrogów, dla odmiany nie zamykając oczu na zbrodnie Bandery. Pominę zupełną niestosowność porównania i jego skali, jednak „nasza” konsekwencja jest tu wręcz podręcznikowa. Co nas mogą obchodzić cele i romantyczne porywy ukraińskich nacjonalistów? Równie dobrze powinniśmy doceniać zasługi carycy Katarzyny II, czy Josefa Wissarionowicza, a to że nie były to zasługi miłe naszemu poczuciu wolności, Rafał Ziemkiewicz składa na ołtarzu obiektywizmu. W dziedzinie faktów, też mamy tu ciekawe pomieszanie z poplątaniem. Z uporem maniaka wypomina Ziemkiewicz rzekome zamordowanie generała Zagórskiego, które Piłsudskiemu przypisuje endecja od 1927 roku (mimo, że nie ma żadnego dowodu, że ewentualni sprawcy działali z jego polecenia, a nie np. z nadgorliwości), do tego podając bezsporny dowód: chęć ukrycia współpracy z austriackim wywiadem. Brawo! Dedukcja godna Sherlocka Holmesa, bo oczywiście generał Zagórski nie mógł rozpowiadać tych rewelacji wcześniej?

Oto dzisiejszy apologeta Narodowej Demokracji brzydzi się brutalną walką polityczną, w której pada jeden domniemany trup, a w Brześciu i Berezie Kartuskiej łamane są kości i kręgosłupy „patriotów”. Pomijam prosty warsztatowy błąd nieuwzględnienia historycznych realiów i oświetlanie współczesnym reflektorem ówczesnych norm moralno-politycznych (i nasi przodkowie mogliby z obrzydzeniem zaświecić nam dzisiaj w oczy), ale sugerowanie, że Roman Dmowski ma czyste ręce i że nie ponosi żadnej odpowiedzialności za zamordowanie Gabriela Narutowicza, jest równie logiczne jak stawianie na piedestale Witosa czy Korfantego, których niemałe zasługi w budowaniu IIRP są unurzane w korupcyjnym bagnie i finansowej pazerności. Rozumiem, że Rafał Ziemkiewicz dzisiaj nie zamawia i nie chodzi na msze za śp. Eligiusza Niewiadomskiego?

No i wreszcie sprawa Legionów. Ja wiem, że słowa są ziemią uprawną pana Rafała, ale żeby posuwać się do takiej manipulacji by z Sikorskiego robić ojca zbrojnej walki o niepodległość, to nawet Longin Pastusiak się nie posunął. Ale niech tam, niech Piłsudski nie będzie twórcą Legionów, tylko Strzelca, niech tam go z legionów wyrzucają (za niesubordynację, jak mniemam) i niech siedzi bezczynnie u Niemca w Magdeburgu całą wojnę. Z tej, dziwnie jakby austriackiej perspektywy, Piłsudski nie był ani twórcą, ani odpowiednim dowódcą Legionów, bo nigdy nie chciał tworzyć oddziałów podległych CK Armii, ani żadnej innej – z tej perspektywy idealnym dowódcą Legionów był austriacki pułkownik Władysław  Sikorski, znakomicie niweczący zamysł utworzenia niezależnego wojska polskiego na rzecz korpusu posiłkowego, któremu tylko dlatego nie można zarzucać agenturalnej przeszłości, że był wprost na austriackim żołdzie. Skąd jednak u licha wziął się ten fanatycznie wierny Piłsudskiemu „tysiąc walecznych” i jakim cudem pociągnął za sobą milion rekruta w decydującym dla Rzeczpospolitej momencie? Jak to się stało, że bezczynny więzień wracający 10 listopada 1918 roku do Warszawy zostaje obdarzony władzą absolutną i bierze na siebie odpowiedzialność za rozbrojenie niemieckiego garnizonu i stworzenie podstaw administracyjnych odradzającego się państwa? Gdzie w tym czasie był Dmowski, Daszyński, czy Witos? To trzeba zacytować: „Że w kraju w 60 proc. chłopskim znalazł Naczelnik Państwa milion poborowych gotowych walczyć za Ojczyznę, że lud polski podążył za Polską, a nie, jak byli tego pewni bolszewicy Lenina, za niesioną przez nich rewolucją, to znowu zasługa ludowców, z których wymieńmy tylko premiera Rządu Jedności Narodowej w 1920 roku, Witosa. Ale i polskich socjalistów, takich jak Daszyński, dzięki którym socjalizm nasz poszedł w kierunku niepodległościowym, a nie w ślady luksemburgizmu.” No brawo! Rozumiem, że już nie zarzucamy Piłsudskiemu, że był socjalistą? Od dzisiaj to Daszyński połączył parszywe idee socjalizmu z walką narodowowyzwoleńczą? A w którym to numerze „Robotnika” przedstawił te tezy, Panie Rafale? Sądzę, że sam Daszyński zdziwiłby się przypisywanymi mu zasługami, podobnie jak Witos, który premierem został na 23 dni przed Bitwą Warszawską.

No, ale jak ci przebrzydli piłsudczycy tak irytująco utożsamiają odzyskanie niepodległości z samym Marszałkiem, to RAZ nie będzie gorszy i przegnie w drugą stronę. Klin, klinem? Dobre dla pijących. Na trzeźwo, dość spojrzeć na mapę II Rzeczpospolitej, by zobaczyć realne zasługi i sensowność obranej drogi. Tam gdzie zbrojnie wytyczaliśmy granice, tam są one powodem naszej dumy i symbolem wielkości Polski, tam gdzie na skutek „ogromnej pracy w Wersalu” Romana Dmowskiego, zostaliśmy wydymani przez Wielką Brytanię, Niemcy i Francję na każdym dosłownie odcinku, tam Polska jest wygryziona, jak ogryzek, a gdyby nie spontaniczne Powstanie Wielkopolskie to Czarniecki nie miałby do czego wracać i naszym hymnem nie byłby zapewne Mazurek Dąbrowskiego.

Nie będę się dalej pastwił nad historycznymi rojeniami Rafała Ziemkiewicza, bo zbyt go cenię jako publicystę. Z jednym chętnie się zgodzę: „Odzyskanie niepodległości to był wielki, skomplikowany proces, który udał się dzięki pracy wielkiej liczby osób i organizacji. Dzięki temu, że Polacy ówcześnie stali się jak nigdy wcześniej odpowiedzialni i dojrzali, zdolni do przezwyciężenia podziałów, do współpracy”. Mam tylko przekonanie, że gdyby wówczas zabrakło Józefa Piłsudskiego, ten skomplikowany proces mógłby się po prostu nie udać. 

 

Andrzej Czajkowski 

 

 

 

Artykuł Rafała Ziemkiewicza przeczytasz TUTAJ

 
Reklama

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 08.jpg

wolne media

Strony Patriotyczne















Sprawiedliwy_poster_2.jpg

Wydawnictwo Poznańskie


Liczba miesiąca

50.000.000.000 zł - pięćdzeisiąt miliardów złotych rocznie wynoszą przychody budżetu państwa z tytułu akcyzy od paliw. Można za tę kwotę wybudować 3 tys. kilometrów autostrad (rocznie!). Gdzie oni są (te kilometry)?

Rys. Maciej M. Michalski

Michalski 08.jpg